10 grudnia ogłosiliśmy początek poszukiwań nowego głosu dla ComeYah. Odzew przekroczył nasze najśmielsze oczekiwania. Otrzymaliśmy blisko 200 zgłoszeń z całej Polski, od pełnych pasji osób, pośród których nie zabrakło utalentowanych wokalistek i wokalistów. Jesteśmy bardzo wdzięczni wszystkim, którzy podjęli trud, dokonali nagrań swoich wokali na naszych podkładach instrumentalnych i przesłali je w odpowiedzi na nasz apel. DZIĘKUJEMY WAM SERDECZNIE!
Mimo, że pośród nadesłanych zgłoszeń nie było tego jednego, jedynego to w chwili obecnej możemy Was z przyjemnością poinformować, że nasze poszukiwania nareszcie się zakończyły i zostały zwieńczone sukcesem! Znaleźliśmy w końcu nasz nowy głos i… nie zawahamy się go użyć ;)
Jedno jest pewne:
IDZIE NOWE! Więcej szczegółów wkrótce…
Now we found the voice what are we gonna do with it?

 

Czas płynie, zmiana goni zmianę, są plany na przyszłość, gdzieś tam za nami jest przeszłość i trudne – co tu ukrywać – początki. Nie odcinamy się od naszych korzeni, bo wiemy, że bez korzeni nie ma owoców :) Dlatego chcielibyśmy przedstawić Wam naszą historię…

ComeYah - historia starożytna
ComeYah – historia starożytna

COMEYAH – THE STORY HAS NEVER BEEN TOLD…

***

Lublin i Świdnik, to w sensie geograficznym miejsca położone bardzo daleko od Karaibów. Czasami jednak okazuje się, że dystans jest niczym wobec prawdziwej pasji, totalnej fascynacji, czy wreszcie wobec – nie bójmy się tego słowa – przeznaczenia. Bo jak inaczej wytłumaczyć fenomen, polegający, na tym że w samym środku Europy wyrosło kolejne trójkolorowe drzewo, sięgające swymi muzycznymi korzeniami, aż do Jamajki i jej afrykańskiej i afroamerykańskiej spuścizny?

***

Było lato 1978 roku. W Trenchtown zapowiadał się kolejny skwarny dzień. Słońce zaczęło właśnie codzienny trud mozolnej wspinaczki po nieboskłonie, kiedy Junior Murvin podniósł powieki. Spuszczając nogi na szmaciany dywanik, usiadł na łóżku, przetarł oczy, po czym wstał niespiesznie i przeciągając się skierował kroki w kierunku drzwi.
Ziewając niemiłosiernie otworzył je na oścież, a następnie usiadł na progu, spoglądając na budzące się właśnie do życia getto. Jego wzrok powędrował w kierunku trzech małych ptaszków, dokazujących wesoło w pyle ulicy. Uśmiechnął się i powolnym ruchem sięgnął do kieszeni, wyjmując małe zawiniątko, które rozłożył obok siebie.
Po kilku chwilach dzięki precyzyjnym ruchom palców powstał zgrabny spliff, budzący respekt swoimi rozmiarami. Junior potarł zapałkę o futrynę i już po chwili sina smużka uniosła się w powietrze.
– Come yah skylarks -powiedział, rzucając w kierunku ptaków garść ziarenek, które zostały mu po skręceniu jointa. Pierzaści rudeboye skwapliwie skorzystali z okazji do napełnienia żołądków, rzucając się na nieoczekiwaną ucztę i napełniając poranną ciszę ptasim zgiełkiem. Junior oparł plecy o futrynę i z rozkoszą zaciągnął się aromatycznym dymem.
- To będzie dobry dzień – pomyślał…

***

I rzeczywiście to był dobry dzień, był też jednak bardzo ważny i to nie tylko dla niego… Tego dnia Junior Murvin Smith pod czujnym okiem i niemniej czujnym uchem Lee Scratch Perry’ego nagrał na nieśmiertelnym riddimie Police and Thieves, pieśń Bad Weed, która do dziś urzeka swym pięknym brzmieniem.

Stojąc przed sitkiem mikrofonu w legendarnym studio Black Ark i śpiewając żarliwie niepowtarzalnym falsetem, nie wiedział – bo i skąd – że w wiele lat później, w miejscu, o którym nawet mu się nie śniło, powstanie band, a pierwsze słowa tekstu jego piosenki, czyli zachęcające: Come yah, Come yah, Come yah… posłużą mu za nazwę. Ale zanim do tego doszło, ziemia obróciła się wiele razy i wiele rzeczy musiało się jeszcze wydarzyć…

Pierwsza próba odbyła się w składzie Damian , Łukasz i… koza. Obecność kozy była jak najbardziej uzasadniona, chociaż na pewno nie chodziło o aksamitny głos sympatycznego zwierzęcia. Po prostu warsztat samochodowy, w którym na co dzień pracował Damian i w którym spotkali się obaj panowie, był wyjątkowo niedogrzany i palce muzyków zgrabiałe od zimna z trudnością radziły sobie ze strunami gitar. Całe szczęście, że na miejscu był żelazny piecyk zwany właśnie kozą, zapewniając zbawcze ciepło.

Syjon (Damian) & Gabriel (Łukasz)
Syjon (Damian) & Gabriel (Łukasz)

Mimo swojej niewątpliwej przydatności koza odpadła jednak po drodze ze składu, robiąc miejsce dla Daniela, który nie tylko udostępnił salę prób z prawdziwego zdarzenia, ale również zasiadł za perkusją. Na poczet zasług Daniela należy również zaliczyć fakt, że to właśnie ten przedstawiciel świdnickiej bohemy, znał Ricky’ego – basistę, o którym słyszał, że dobrze czuje się w reggae’owych klimatach. Ściągnął go więc do Świdnika, żeby sprawdzić, czy to prawda.
Ricky stawił się na pierwszej, wspólnej próbie, zabierając ze sobą ulubiony instrument. Po krótkiej prezentacji i wymianie powitalnych uprzejmości, odbył się jam, a po nim… bassman spakował swój instrument, nie mając przeświadczenia, że to jest projekt w którym chciałby wziąć udział. Zapytany wprost czy chciałby dołączyć do składu odpowiedział, używając formułki popularnej w kręgach show-biznesowych:
- zadzwonię do was…

Ricky
Ricky

Wychodząc z sali prób, usłyszał jednak, jak Łukasz z Damianem, z których opadł już stres – mimo wszystko – towarzyszący temu luźnemu spotkaniu „na szczycie”- zaczęli na pełnym luzie i zupełnym freestyle’u śpiewać, delikatnie akompaniując sobie na gitarach. Ricky, mimo że był już właściwie za progiem zatrzymał się nagle jak rażony piorunem i zaczął strzyc uszami, wsłuchując się w dźwięki, wydobywające się z paszcz ojców założycieli. W chwilę później podjął decyzję, że pojawi się jednak na następnej próbie… I tak Ricky, objął posadę dozorcy fundamentu basowego w kapeli, która wówczas nie miała jeszcze nazwy, ale miała już podstawowy skład.
Niestety na tym dobra passa na jakiś czas się skończyła. Odszedł Daniel i przez jakiś czas sporadyczne próby odbywały się bez żywego bębniarza. Na kilka miesięcy zapanował może nie totalny marazm i absolutna stagnacja – bo powstało wówczas sporo ciekawego materiału muzycznego, ale tempo rozwoju kapeli spadło do krytycznego poziomu.

Dysio (Dysław)
Dysio (Dysław)

W końcu dzięki determinacji Damiana i interwencji Najwyższej Instancji, osłabioną personalnie grupę zasiliła młoda krew w osobach Dysia – wielce obiecującego i mocno zapracowanego w innych składach perkusisty,

Grzech
Grzech

oraz Magnificencji Grzegorza-klawiszowca, który co prawda nad reggae przedkłada ska i lubi mocniejsze uderzenie, ale jak trzeba to zagra również klasyczny bubbling.

Huzarek (Luzik)
Huzarek (Luzik)

Jako ostatni doszlusował do składu Luzik a.k.a. Huzarek. Zaproszony przez Ricky’ego w ramach jednorazowego eksperymentu, szybko złapał klimat, a pozostali widząc, że mimo rock and roll’owej przeszłości świetnie „czuje” pozytywną wibrację, zaakceptowali jego obecność i tak Grześ został już na stałe, odciążając Damiana, poprzez przejęcie funkcji gitarzysty rytmicznego.
Był lipiec Anno Domini 2008…
Do szczęścia brakowało kapeli jeszcze tylko nazwy. Padały różne propozycje, ale żadna z nich nie wzbudzała zachwytu. W końcu niedługo przed datą debiutanckiego koncertu Ricky przyniósł kilka propozycji, a jedną z nich było słowo: ComeYah…

ComeYah Dawno Temu
ComeYah Dawno Temu

Tak oto, w telegraficznym skrócie, przedstawia się historia powstania ComeYah. Jednak słowa, którymi została opisana, nie oddają wyjątkowego, wręcz magicznego klimatu, który towarzyszy temu przedsięwzięciu, od samego początku. Dlatego czytając ten tekst, należy pamiętać, że za słowami stoją prawdziwi ludzie, wraz ze swymi uczuciami, emocjami i nadziejami…

Nasza historia jest wciąż nieopowiedziana do końca, ponieważ życie ciągle dopisuje do niej nowe rozdziały. Wierzymy, że nic nie dzieje się przypadkiem i nie bez przyczyny każdy z nas przeszedł dłuższą lub krótszą drogę, po to żeby spotkać się z pozostałymi w jednym miejscu i w jednym czasie. Wiemy, że jeszcze wiele pracy przed nami, ale już teraz możemy powiedzieć: Oto jesteśmy ! ComeYah Live !!

SUPLEMENT 1
Kolejny rozdział naszej historii zaczął się od brzemiennego w skutki wypadku, którym była wywrotka Łukasza na rowerze. Ręka nieszczęśnika znalazła się na temblaku, a ComeYah w wielce kłopotliwej sytuacji – bez sprawnego gitarzysty, i to na tydzień przed prestiżowym koncertem dla powodzian…
Kiedy napięcie sięgało już zenitu, na arenie zdarzeń za sprawą Dysia pojawił się Kilian i wybawił kapelę z opałów. Zagrał z marszu, z powodzeniem wypełniając brzmieniem klawiszy lukę po gitarze Łukasza. Po koncercie zaś wszyscy zgodnie uznali, że to zastępstwo, musi się przerodzić w stałą współpracę. Od tego czasu ComeYah to siedmiu ludzi, ale nadal jedna, silna wibracja!

ComeYah - siedmiu ludzi ale jedna silna wibracja
ComeYah – siedmiu ludzi ale jedna silna wibracja

SUPLEMENT 2
Ma na imię Alicja i właśnie dopisuje swój rozdział do naszej historii…

SUPLEMENT3
…to klawiszowiec Emil znany jako Pet, który okazał się godnym następcą Grzecha.


Co będzie dalej? Zobaczymy czyli jak śpiewał Bob Marley: Time will tell

Czas pokazał nam takie…

…ZAKOŃCZENIE

Wydaliśmy „Na Wschód” – album ciepło przyjęty zarówno przez publikę, jak i krytykę. Mieliśmy rozległe plany koncertowe, nagraniowe i realną szansę, żeby na dłużej zagościć w sercach i umysłach wielu ludzi. Jednak życie za pośrednictwem brzemiennych w skutki decyzji Syjona napisało nam zupełnie inny scenariusz i z naszych ComeYah-planów wyszły nici. Z bólem, ale i z pokorą w sercu godzimy się z tym, ponieważ mamy świadomość, że kiedy coś się kończy, coś się również zaczyna, a nasza historia jest wciąż nieopowiedziana do końca…

It’s not over until its done!

 

Drodzy,
Wokalista ComeYah w czerwcu wyjechał z kraju, dlatego koncerty zaplanowane były dopiero na jesień tego roku. Jednak nie ogłosiliśmy żadnego z terminów…, bo ostatecznie Damian z końcem września zdecydował się nie wrócić do Zespołu . Było to dla nas wszystkich takim samym zaskoczeniem, jak pewnie w tej chwili dla Was. Przepraszamy, że jesteśmy w stanie napisać o tym dopiero dzisiaj :( Liczyliśmy trochę na to, że znajdziemy jakieś rozwiązanie, że może Damian zmieni zdanie…

Niestety jest jak jest i już. Jednocześnie chcielibyśmy napisać Wam, że my dalej kochamy ComeYah, że uwielbiamy ze sobą grać, że pomimo wszystko nadal regularnie i bez przerwy gramy próby, że mamy już muzyczny materiał na następną płytę, a naszym marzeniem jest granie koncertów dla Was… Jeśli tylko wspólnie uda nam się znaleźć nasz nowy głos. Dlatego oficjalnie otwieramy poszukiwania!!! Wszystkich, którzy chcą spróbować i nagrać na podkładzie instrumentalnym swój wokal prosimy o kontakt z naszą managerką Alicją Perkowską: alicja.perkowska@artlift.pl , która udostępni Wam w tym celu instrumentale z albumu „Na Wschód” . Czekamy także na Wasze opinie, pomysły i z nadzieją liczymy na pomoc i wsparcie.
Nadal jesteśmy, więc chodźcie z nami… COMEYAH
***

***

Zapraszamy do obejrzenia making off teledysku, nakręconego przez ekipę XVisuals do piosenki „Na Wschód”. Nie trzeba być bystrym obserwatorem, żeby zauważyć poświęcenie i ogromne zaangażowanie zarówno ekipy filmowej, jak również statystów i aktorów. Dziękujemy wszystkim, którzy byli z nami nie bacząc, na mróz, wiatr i inne przeciwności losu, jak również brak podgrzewanych namiotów i wykwintnego cateringu ;) Oprócz zdjęć ukazujących kulisy kręcenia naszego pierwszego teledysku, niewątpliwym atutem tego materiału jest niepublikowana do tej pory dubowa wersja „Na Wschód”, którą popełnił nasz perkusista Jarek a.k.a. Dubrising.

Realizacja:
Łukasz Poździk
Zdjęcia:
Łukasz Poździk
Sławek Jóźwik
Paweł Iwaniuk
Jakub Boczkowski

http://www.xvisuals.pl/

Dub version mixed by Dubrising
www.dubrising.blogspot.com

 

Free Colours to jedyne w Polsce czasopismo poświęcone szeroko rozumianej tematyce reggae!

Wczoraj dotarł do nas najnowszy, 19 numer tego periodyku, a razem z nim wyniki plebiscytu za rok 2011, w którym ComeYah zajęła I miejsce w kategorii „Polska Nadzieja”!  Dziękujemy Redakcji Free Colours za nominację, a Wam za głosy i tak ogromny kredyt zaufania, którym nas obdarzyliście, bo przecież w momencie głosowania większość z Was znała nas tylko z singla „Na Wschód”, który nota bene, bez żadnej nominacji, dzięki Waszej inicjatywie znalazł się na 10 miejscu w kategorii „Polska Piosenka”. To dla nas duża niespodzianka i ogromna motywacja do dalszej, wytężonej pracy. Podziękowania z naszej strony należą się również Watzkowi z Pozytywnego Studia i ekipie ze Studia AS One, bez których nasza muzyka nie wpadłaby tak dobrze w ucho czytelnikom Free Colours.

***

Wyniki Plebiscytu czasopismaFree Colours w kategorii Polska Nadzieja 2011

Wyniki Plebiscytu czasopismaFree Colours w kategorii Polska Nadzieja 2011

***

Dziękujemy wszystkim raz jeszcze i zapewniamy, że dołożymy wszelkich starań, aby nie zawieść tych wszystkich, którzy oddali na nas swój głos!

W sobotę 16 czerwca odbyła się PREMIERA naszego debiutanckiego albumu, a już w dwa dni później dzisiaj mamy dla Was kolejną PREMIERĘ, w ramach której chcielibyśmy zaprosić Was do obejrzenia naszego pierwszego, oficjalnego videoclipu, zrealizowanego do piosenki „Na Wschód”.
Korzystając z okazji chcielibyśmy gorąco podziękować ekipie XVisuals, która zrealizowała i wyprodukowała ten teledysk, jak również wszystkim ludziom dobrej woli (a było ich całe mnóstwo), którzy zaangażowali się w jego tworzenie.

***

DZIĘKUJEMY WAM SERDECZNIE i ZAPRASZAMY DO OGLĄDANIA  I DZIELENIA SIĘ WRAŻENIAMI!!!

***

***

Scenariusz/Reżyseria/Produkcja/Producent wykonawczy/montaż i udźwiękowienie teledysku::
XVISUALSmovieWORKSHOP
www.xvisuals.pl

zdjęcia:
BOCZKOWSKI JAKUB
IWANIUK PAWEŁ
JÓŹWIK SŁAWEK

W głównej roli:
MARCIN ŁUCZAK

Miejsce realizacji:
WOJEWÓDZTWO LUBELSKIE
25.02.2012 – 31.05.2012

16 czerwca 2012 to długo oczekiwany, nie tylko przez nas dzień premiery, naszego debiutanckiego albumu!

***
ComeYah „Na Wschód” to płyta zawierająca solidną dawkę reggae, które co prawda wyrosło na afro-karaibskim fundamencie, ale zostało zagrane ze wschodnim temperamentem i nasycone słowiańską wrażliwością. W ten sposób powstała niezwykle świeża i bogata w dobre brzmienia mieszanka muzyczna, dopełniana przez bezkompromisowy przekaz, dotykający uniwersalnych wartości.
***

Wkrótce przedstawimy Wam nasz pierwszy teledysk do piosenki „Na Wschód”, a póki co zapraszamy do obejrzenia krótkiej animacji, przygotowanej przez naszych przyjaciół.

***

Przy tej tak ważnej dla nas chwili chcielibyśmy podziękować wszystkim przyjaciołom i wszystkim ludziom dobrej woli, którzy na przestrzeni ostatnich lat wspierali nas, dzielili się z nami pozytywną energią oraz, co nie mniej ważne – krytycznymi uwagami i utwierdzali nas w przekonaniu, że mimo przeciwności losu warto kontynuować, to co zaczęliśmy razem w 2008 roku.
Bez Was nie byłoby tej płyty!
Szczególne wyrazy wdzięczności kierujemy w stronę naszych najbliższych, którzy w ciągu ostatnich kilku lat wykazali się ogromną wyrozumiałością, empatią, życzliwością, pobłażliwością i wieloma innymi pozytywnymi cechami, które pozwalają nam trwać i rozwijać się w komfortowej atmosferze zrozumienia i akceptacji. Kochamy Was!

***

 

 

Zwyciężając przegląd Treffowisko we wrześniu 2010 roku, wygraliśmy profesjonalną sesję nagraniową w Pozytywne Studio, tym samym dostaliśmy szansę zarejestrowania debiutanckiego materiału na naszą pierwszą, długogrającą płytę. Nie zmarnowaliśmy tej szansy i mamy na to dowody, oto jeden z nich – piosenka „Bez Końca”, która jest drugim, po utworze „Na Wschód” – singlem, zapowiadającym debiutancki album ComeYah.

Premiera płyty, która zostanie wydana przez firmę Fonografika, odbędzie się już 16 czerwca 2012 roku!

A tymczasem zapraszamy do odsłuchiwania piosenki ” Bez końca”!

 

 

 

produkcja: Pozytywne Studio
tytuł albumu: Na Wschód
singiel: Bez Końca 4:53
wytwórnia: Fonografika
gatunek: reggae
data premiery singla: 24 maja 2012
data premiery albumu: 16 czerwca 2012

 

 

Z ogromną radością pragniemy Was poinformować, że ComeYah znalazła się w finałowej ósemce zespołów, wyłonionych przez Jury kwalifikacyjne tegorocznej edycji KortoFestu.  Jak stwierdził Jakub Roszkiewicz – dyrektor artystyczny Festivalu: „Poziom był naprawdę wysoki, a Wasza 8emka została wyłoniona spośród 183 zespołów!!!” Nie pozostaje nam więc nic innego jak pojechać do Olsztyna i powalczyć o główną nagrodę :D Widzimy i słyszymy ;) się 18 maja około 14.20 na kortowskiej plaży – trzymajcie za nas mocno kciuki! Boom!!!

 


Więcej informacji na nie stronie KortoFestu:  http://festiwal.kortowiada.pl

Ostatnio w składzie ComeYah nastąpiły pewne zmiany, o których chcielibyśmy Was poinformować. Otóż, z przyczyn rodzinno-osobistych szeregi zespołu opuścił nasz dotychczasowy, klawiszowiec – Grzech. Na jakiś czas, jego miejsce zajął Mikołaj „Mikesz” Janowski, który wspomógł nas w kilku trudnych momentach i zagrał kilka wspaniałych koncertów. Jednak ostatecznie sprawy potoczyły się w taki sposób, że za drugi zestaw instrumentów klawiszowych w ComeYah, odpowiadać będzie Emil „Pet” Tarnowski.

Mikołajowi bardzo dziękujemy, Emila serdecznie witamy, a Grzechowi życzymy powodzenia na nowej drodze życia i żegnamy się jednym z jego ulubionych numerów :)

Panie i Panowie oto perła z lamusa czyli „Liquidator” od Harry J Allstars w naszej interpretacji i z Grzechem za klawiszami!